03.11.2012

Rozdział 30


{Carol}

- Nie wiem czy jest to dobra wiadomość – zaczął doktor – Sama to pani oceni. Panna Davis jest w ciąży.
Zatkało mnie. Moja młodsza siostrzyczka jest w ciąży. O.o W sumie to z jednej strony się cieszę, ale no kurwa mać jest za młoda. Przecież sobie zepsuje życie. Jak mogła być taka nieodpowiedzialna ?! Cofam wszystko. Jestem na nią cholernie wściekła ! Próbowałam to jakoś ukryć przed lekarzem, ale chyba wyczuł jak się czuję. Nic jednak nie powiedział i poczekał aż ochłonę .
- Mogę się z nią zobaczyć ? – zapytałam lekarza.
- Tak, oczywiście.
Otworzyłam drzwi, które wskazał mi doktor i weszłam do środka. Jacky leżała na szpitalnym łóżku i wpatrywała się w krajobraz za oknem, ale gdy usłyszała skrzypnięcie drzwi odwróciła wzrok w tamtą stronę. Zdziwiła się, gdy mnie zobaczyła i jak sądzę, również zawstydziła, bo wiedziała, że zaraz dostanie niezły opieprz ode mnie.
- Jak mogłaś do cholery być taka nieodpowiedzialna ?! – zaczęłam krzyczeć Nie panowałam nad sobą i dałam upust emocjom. Nawet nie dałam jej dojść do słowa. – Ty masz dopiero 16 lat ! Jak sobie wyobrażasz chodzenie do szkoły z brzuchem ?! Myślałam, że masz trochę rozumu !
- Carol proszę przestań i uspokój się… - powiedziała słabym głosem Jack. Widziałam wstyd w jej oczach, ale nie mogłam przestać.
- Jak mam się uspokoić skoro moja młodsza siostra jest w ciąży ?!
Oparłam się o parapet i patrzyłam bezmyślnie przez okno. To mnie trochę uspokoiło. Usiadłam naprzeciwko Jack.
- Zamierzasz o tym powiedzieć mamie ?
- Nie chcę jej mówić, ale i tak by się dowiedziała. Z resztą ja zamierzam usunąć tą ciążę i …
- CO ?! – podniosłam się. – Nie możesz tego zrobić !
- A to niby dlaczego ? Sama przed chwilą powiedziałaś, że zmarnuje sobie przez to życie !
- Wiem co powiedziałam, ale to jest nie humanitarne ! Skoro już jesteś w ciąży, to daj temu dziecku szansę !
- Ale ja go nie chcę !
Przeszłam się parę razy po sali, aż w końcu do głowy wpadło mi jedyne logiczne rozwiązanie.
- Ja mogę się nim opiekować  - zakomunikowałam Jacky.
- Serio ? – niedowierzała mi.
- Tak serio. Tylko musisz mi obiecać, że nie usuniesz go i będziesz o siebie dbała, wiesz nie pić alkoholu, nie imprezować itp.
Jacky zaczęła się śmiać. Mi niestety nie było do śmiechu. Byłam aż nadto poważna. Po chwili i mała przestała się śmiać.
- Carol ja naprawdę nie chcę tego dziecka.
- A Zayn wie ? – zapytałam nie patrząc na siostrę.
- Skąd wiesz, że to jego ?
- Nikogo innego nie biorę pod uwagę – odczekałam chwilę – Więc ?
- Nie wie. 
Bez słowa wyszłam z sali. Podeszłam do przyjaciół.
- Zayn lepiej idź do Jacky – powiedziałam do mulata.
Ten szybko wstał i udał się do pokoju, w którym przebywała jego dziewczyna. Usiadłam obok Louis’a i oparłam głowę na jego ramieniu.
- Carol co z Jacky ? – zapytał Liam.
- Jest w ciąży.
- Żartujesz ? – odezwała się po chwili Vic.
- A wyglądam jakbym żartowała ? – spojrzałam na nią lekko poirytowana.
- Co zamierza z tym zrobić ? – zapytał Lou.
- Chce usunąć, ale jej nie pozwoliłam . – odparłam.
- Dlaczego ? – zapytała Sophia.
- No..skoro już jest w ciąży, to niech da temu dziecku szansę. Z resztą jak ona nie będzie chciała się nim zająć  ja mogę to zrobić, w końcu kocham dzieci – uśmiechnęłam się lekko.
Wszyscy patrzyli na drzwi sali Jacky. Pewnie oczekują wściekłego mulata. Przecież dziecko w tak młodym wieku może mu zrujnować karierę i w ogóle. Ale nic takiego się nie stało. Nie zobaczyliśmy wściekłego Zayn’a wybiegającego z sali. Owszem wybiegł z pokoju, ale z Jacky na rękach, na co lekarz ostro zareagował, ale Malik się tym nie przejmował. Widać było, że jest szczęśliwy. Będzie miał dziecko i to z osobą którą kocha najbardziej na świecie.

Jacky wyszła ze szpitala następnego dnia. Jak przewidziałam dostała opierdol od mamy, ale jednak wyszło na to, że mama i Reg cieszą się najbardziej z tej wiadomości. Nasi opiekunowie bardzo polubili Zayn’a , pomimo różnicy religijnej. Powiedzieli, że skoro Jacky jest szczęśliwa to oni też będą. Moja siostra po długim namyśle, oznajmiła, że jednak wychowa to dziecko. Cieszyłam się, że zostanę ciocią. Od kiedy Louis dowiedział się , że Jack jest w ciąży, ciągle ma dziwne aluzje co do naszego związku. Wiem, że kocha dzieci, ale trochę przesadza. Ja na razie nie zamierzam oddać się czynnościom macierzyńskim. Ja mam ostatni rok liceum i studia przed sobą. W poniedziałek wróciłam do szkoły. Nowa, odmieniona i gotowa to walki z Carter. A to co dla niej przygotowałam na pewno się jej nie spodoba. W poniedziałek razem z Alex, uśmiechnięte poszłyśmy do szkoły. Odmówiłam Louis’owi, który chciał nas podwieźć, ale obiecałam, że spotkamy się po szkole. Wszyscy byli zdziwieni, że mnie zobaczyli, ale szczerze lałam na to co o mnie myślą. Sophia załatwiła, że zdjęcia które jej dałam trafiły do gazetki, więc podczas lunch’u Carter , raczej nie będzie miała głowy do jedzenia. O dziwo fizyka i matma minęły szybko, i nadszedł czas długiej przerwy. Alex i Sophia cały czas mi towarzyszyły. Cieszę się, że je mam. Kocham je i pomimo tych drobnych kłótni, dalej są dla mnie jak siostry. Weszłyśmy na stołówkę, skąd dochodził przytłumiony hałas.  Jak się spodziewałam, każdy miał egzemplarz naszej gazetki. Wesoły gwar panował przy każdym stoliku. Lekki uśmiech zagościł na mojej twarzy. Wiedziałam, że prędzej czy później Carter zobaczy te zdjęcia. Razem z dziewczynami jak gdyby nigdy nic, usiadłyśmy przy naszym stoliku. Kilka minut później usłyszałyśmy krzyk z korytarza. Wszyscy rzucili się do drzwi, żeby zobaczyć co się stało, ale my wiedziałyśmy, że tak krzyczeć potrafi, tylko wściekła Carter. Gdy wszyscy pchali się na korytarz, my spokojnie jadłyśmy lunch. Gdy nikt nie wracał na stołówkę, postanowiłam wyjść i zobaczyć, co tam u Carter. Na jej nieszczęście ja wychodziłam, kiedy ona chciała wejść na stołówkę i oberwała drzwiami w twarz. Szczerze przyznam, że byłam z tego zadowolona. Zakryłam usta ręką, żeby nie zacząć się śmiać. Carter na nieszczęście nic poważnego się nie stało, tylko będzie miała sporego siniaka na prawym policzku. Chwilę później Carter wstała otrzepując swoje drogie jeansy.
- Patrz jak łazisz idiotko!
- Ohh przepraszam – zabrzmiało sarkastycznie, ale Carter i tak się nie połapie. Ona ma przeterminowany kisiel zamiast mózgu. – Czytałaś dzisiejsze wydanie gazetki Carter ? – uśmiechnęłam się lekko.
Carter spojrzała na mnie z nienawiścią. Uwaga zaraz wszyscy się przekonają co to gniew tlenionej, plastikowej blondynki. Byłam na to przygotowana, ale o dziwo nic takiego się nie stało. Nie zaczęła krzyczeć, wymachiwać tipsami. Nic.
- Jesteś z siebie zadowolona ? – zapytała chłodno Carter, nie spuszczając ze mnie wzroku – Zniszczyłaś mi reputacje ! – pfff śmieszne. Niech spojrzy co sama robi.
- Ja Tobie ? No chyba sobie żartujesz. Czy naprawdę jesteś taka głupia, że nie widzisz jak innym niszczysz życie ? Tobie zależy na popularności i na tym, żeby wszyscy skakali wokół Ciebie.
- Ciekawe ciekawe. Czy to ja siedziałam w domu przez tydzień, bo ktoś mnie upokorzył ? – zaśmiała się perfidnie.
 - Może i nie ty, ale teraz powinnaś pójść do domu, no chyba, że chcesz żeby wszyscy wytykali cię palcami. Uwaga uwaga – podniosłam głos, żeby wszyscy mnie słyszeli – Kto chce zobaczyć więcej zdjęć Carter ? – wszyscy zareagowali bardzo entuzjastycznie na moją propozycję, a ja miałam tych zdjęć od ch… bardzo dużo i szczerze to nie wiem po co je trzymałam, ale najwidoczniej mogą mi się teraz przydać. Wszyscy zaczęli krzyczeć, że chcą zobaczyć foty Carter, no i wtedy blondynka nie wytrzymała. Złamała się. Złapała za mój nadgarstek. Widziałam łzy w jej oczach. Kurwa mać, noo czemu ja muszę być taka wrażliwa.
- Proszę Cię Carol… nie pokazuj im tych zdjęć – poprosiła Carter prawie płacząc.
- Jak ich nie pokażę, to co zamierzasz zrobić ?
Carter otworzyła szeroko oczy. Sądzę, że nie spodziewała się tego pytania. Ba nawet nie chciała go słyszeć, bo wiecie księżniczce się nie odmawia. Ale widziałam, po jej twarzy że wie do czego zmierzam.
- Więc masz coś do zaproponowania, czy wszystkie zdjęcia mają ujrzeć światło dzienne ?
- Nie wiem co mogę zrobić.
- Ja mam pomysł. Albo przestajesz znęcać się nad innymi, albo przenosisz się do innej szkoły, bez tej swojej świty. No cóż końcówka roku szkolnego, ale jak sądzę dla Ciebie to nie jest żaden problem.
Chyba pierwszy raz widziałam taką „myślącą” minę na twarzy Carter. Poważnie się zastanawiała nad moimi propozycjami. Po 2 minutkach zdecydowała, a ja przyjęłam to do wiadomości i krzyknęłam na cały korytarz, że już więcej w naszej szkole nie zobaczymy Carter. Może nie powinnam tego tak radośnie okazywać, ale cieszyłam że nie będę musiała oglądać wytapetowanego ryja Carter każdego dnia. Carter zacisnęła dłonie w pięści, że aż tipsy zaczęły jej się wpijać w skórę, odwróciła się i szła w stronę swojej szafki, a potem jak się nie mylę do dyrektorki. Nawet jeśli powie, że to przeze mnie odchodzi nasza kochana pani dyrektor, może mnie najwyżej zawiesić na 3 dni w prawach ucznia. Pfff… wielkie mi co. Resztę dnia spędziłam na świętowaniu odejścia Carter ze szkoły. Z dziewczynami postanowiłyśmy urządzić sobie piknik w ogródku Sophi. Jej babcia oczywiście nie miała nic przeciwko. Nawet cieszyła się razem z nami xd Bardzo lubię jej babcię. Jest spoko. Pozwoliła nam zrobić małe ognisko, więc oczywiście skorzystałyśmy z okazji. Jak już się dobrze paliło, odstawiłyśmy taniec zwycięstwa skacząc naokoło ogniska. Nie wiem skąd chłopcy się dowiedzieli o cichej imprezie u Sophi ( choć coś przypuszczam, że Alex ma coś z tym  wspólnego ) , ale po godzince dołączyli do nas razem z Jacky i Vic. Mieliśmy dobre humory, więc jak Niall zaczął grać na gitarze, wszyscy śpiewali, nawet jeśli nie mieli talentu.

Dni do końca roku szkolnego mijały dosyć szybko. Przyłożyłam się do fizyki i proszę bardzo. Czwóreczka jak się patrzy. Mama była dumna ze mnie ^^ Jak się przyjrzeć to można było dostrzec, że brzuch Jack się trochę zaokrąglił. Zayn spędzał w naszym domu całe dnie, a czasem i noce. Mama w sumie nie miała nic przeciwko. Ja też nie, bo nie musiałam się użerać z humorkami ciężarnej Jacky. Z resztą Louis spędzał ze mną tyle samo czasu, co Zayn z Jack, więc mama nie miała nic do powiedzenia. Nawet jednej nocy, Louis obudził mnie tylko po to, żeby spytać, jak dałabym dziecku na imię. Po pierwsze dostał opierdziel, za to że mnie budzi w środku nocy, po drugie powiedziałam, że nie jestem w ciąży i wyczerpały mi się argumenty, więc musiałam odpowiedzieć na jego pytanie. Córeczce dałabym na imię Emily, a synowi Charlie. Niestety tamtej nocy nie dał mi się wyspać, bo bez przerwy pieprzył o tym, co on by robił jakby miał dzieci itp. Miałam dość, więc poszłam spać do salonu na kanapie. I wiecie co ? Rano jak się obudziłam, to Louis spał na siedząco obok kanapy i trzymał mnie za rękę. Szczerze to słodkie to było, więc wybaczyła mu to , że musiałam tu spać. Z resztą on miał gorzej, ale miło z jego strony. Ale idźmy dalej. Za 2 godziny, czyli o 11 mamy zakończenie roku. Szczerze, to wcale się nie denerwuje, bo wiem , że zdam xd Alex ma u mnie być, za jakieś pół godziny, więc wypadałoby się ubrać i trochę umalować. Tak więc ubrałam wcześniej przygotowaną białą koszulę i czarną spódniczkę. Nawet nieźle wyglądałam, ale jak noszę spódnice czy sukienki, to czuję się jakbym nie miała nic na sobie ;P Zrobiłam sobie lekki makijaż i usłyszałam dzwonek do drzwi. Zbiegłam jak najszybciej się dało i otworzyłam drzwi. Alex to się dopiero odstawiła O.o Czarna sukienka w białe kropki, czarne szpilki, niezły makijaż. Tak spojrzałam na siebie i czułam się trochę dziwnie. No bo czy zakończenie roku to jakaś gala, żeby się stroić ? Najwidoczniej tak myślała połowa dziewczyn z naszej szkoły, bo jak 20 minut później przeszłyśmy przez bramę szkoły, to zatkało mnie. Na szczęście Sophia ubrała się podobnie do mnie, więc było mi raźniej. Po godzinnym wykładzie jaki nam zafundowała dyrektorka, rozdano  nagrody naukowe i sportowe ( nam najgłośniej bili brawo, jak wyszłyśmy na środek xd ) rozeszliśmy się do swoich klas, odebrać świadectwa i usłyszeć od wychowawców jak to się przykładaliśmy do nauki albo co takiego przeskrobaliśmy w tym roku ( tu sorka od francuskiego zatrzymała na mnie swój wzrok ) i jak to będą za nami tęsknić przez te wakacje. Sądzę, że nie wszyscy nauczyciele tak szczerze to mówili, jak nasza wychowawczyni. Oddali nam świadectwa i życzyli miłych wakacji. Miałam czerwony pasek ? O.o Myślałam, że po moim zawieszeniu nie mam na niego szans, a tu czerwony jak się patrzy. Wszyscy w klasie zostali, przeze mnie serdecznie wyściskani, no oprócz Alex, bo z nią to będę się jeszcze  nie raz widzieć. Razem z moją BFF wyszłyśmy przed szkołę i czekałyśmy, na Sophię, która dołączyła do nas po 15 minutach, ( w tym czasie zdążyłam się przebrać, w jakieś normalne ciuchy) ale nigdzie nie było śladu po Jack. Po kilku minutach przypomniałam sobie, że ona nie mogła iść. Tak więc udałyśmy się do Milk Shake City, gdzie spotkałyśmy się z Vic, a następnie poszłyśmy do mnie do domu, jakoś uczcić koniec roku. W domu czekała nas miła niespodzianka. Mama upiekła nam ciasteczka, a Reg ozdobił je lukrem, Był w tym bardzo dobry. Jacky zeszła do nas w jakieś przydługiej koszulce i krótkich spodenkach. Wiedziałam, że Jack może mieć mi potem za złe, ale z kuchni przyniosłam nieco procentów. Widziałam minę mamy, ale uspokoiłam ją, że nie upijemy się ( tak bardzo jak zwykle) . Przebrałyśmy się jeszcze w coś luźniejszego ( każda wybrała sobie coś z mojej szafy ) i wyszłyśmy do ogródka. Jeszcze skoczyłam do domu po jakiś sok dla Jacky. Następna godzinka, minęła w spokoju na piciu i wspominaniu całego tego roku. Nagle do ogródka wbiegli radośni chłopcy. Jak sądzę mama ich po cichaczu wpuściła. Podzieliłam się z Louis’em moim piwem, ale on mi je zabrał i sam cale wypiła.
- Carol, miałem pilnować, żebyś mi nie piła – w sumie miał rację, ale dzisiaj nie miała w planach najebać się w cztery dupy, tylko trochę wypić , żeby było wesoło ^^ ale jego ten argument nie przekonał, więc kolejny raz byłam jedyną ( no i Jack bo nie może hahahaha xd jestem dla niej okrutna ) która nie pije.
- Chłopcy coś się musiało stać, że wpadliście, bo bez powodu to zbyt często nie przychodzicie – trafnie zauważyła Alex. Z resztą byli, jacyś zbyt radośni.
- Przejrzałyście nas – uśmiechnął się tajemniczo Zayn – W sumie to był pomysł Niall’a, więc niech on o nim opowie.
- Więc wpadłem na pomysł, żebyście na wakacje pojechały z nami – wyszczerzył się Horanek. – Myśleliśmy o Hiszpanii.
Zatkało nas. Miałyśmy jechać z naszymi ukochanymi do Hiszpanii ? Matko jedyna jak się ucieszyłam !
- Jak miałabym mówić, za całą grupę to bym była na tak, ale wolę usłyszeć co inne dziewczyny powiedzą – uśmiechnęłam się do Horana.
Louis mocniej ścisnął moją dłoń. Odwróciłam się w jego stronę. Widziałam, że był szczęśliwy, a ja chciałam jego szczęścia.
- Jak Carol, by jechała, mama nie miałaby nic przeciwko, żebym i ja też się wybrała. – powiedziała Jack.
- Z moimi rodzicami, też nie będzie problemu. Zgodzą się na pewno, ale tylko jak im obiecam, że nie będę chodziła na nocne wypady – zaśmiała się Alex.
- Moja babcia bez problemu się zgodzi.
- Więc ustalone – wyszczerzył się Liam – Samolot mamy w piątek rano, więc macie cały jutrzejszy dzień, żeby się spakować.
- Wpadnij jutro do nas to pomożesz mi spakować walizkę – szepnął do mnie Louis.
- Nie wolisz, żebym już dzisiaj się do was wybrała ? – zapytałam zadziornie.
- Nawet lepiej.
Zayn i Jacky zostali u nas w domu, natomiast cała reszta udała się do chłopców. Jednak nie było jakiejś imprezy, tylko każdy zajął się sobą, znaczy każda para ;P To był początek najwspanialszych wakacji w całym moim życiu. 

 **********
 Przepraszam, że rozdział jest tak późno, ale nie miałam weny i czasu, żeby go skończyć, ale mam nadzieję, że się wam podoba. Jak już wcześniej wspominałam, jest to ostatni rozdział. Napiszę jeszcze epilog i pożegnanie.I zakończę tego bloga. Oczywiście jak wiecie, zamierzam pisać nowego o Niall'u, ale dopiero po jakimś czasie. Zrobię sobie z miesiąc przerwy, może dwa i zacznę pisać nowego bloga, ale więcej szczegółów w przyszłym poście.
Mam do was wielką prośbę ! Powtórzę to w następnym poście, ale wolę, żebyście już się przygotowały. Pod pożegnaniem, prosiłabym was o jakiś kontakt. Jak będziecie chciały czytać następnego bloga lub chcecie wiedzieć kiedy będzie Twitcam to zostawcie mi numer gady, nick z TT, maile, poszkole, fb cokolwiek, żebym mogła was poinformować. Pod pożegnaniem podam jeszcze kontakt ze mną. 
I widzę, że dobiłyśmy 60 000 O.o jestem z siebie dumna. I oczywiście cieszę, się że mam was, którzy czytają moje wypociny, choć nie zawsze okazują się dobre ;P Ciekawe ile wyjdzie komentów i reakcji po podsumowaniu xd Do następnego posta kochani.
Little Things zakochałam się *__*
Carol
**********

6 komentarzy:

  1. ojej.. jeszcze epilog i już koniec. . . szkoda.

    OdpowiedzUsuń
  2. vcgftyhujnhbgfvtrdhjbgvfcdtr rozdział ♥♥♥ Szkoda, że już koniec :< Kocham Cię.
    ~ Soph. ♥

    OdpowiedzUsuń
  3. kjhFVBLAhvblkJBFKjbgksf;jbkbzkbzakb;kj;b-- Zapadne w depresje jak skonczysz pisac!!! blagam nie koncz!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Mnie bardzo podoba się, jak zawsze. Szkoda tylko, że już koniec, jakoś nie mogę sobie tego wyobrazić bo strasznie wciągnęło mnie to opowiadanie. A ja mam dobre wieści dla ciebie. Będę z powrotem pisała opowiadanie o Sandrielle i 1D , to moje pierwsze. Cieszysz się?

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny rozdział. Nominowałam cię do Libster Award. Więcej dowiesz się na moim blogu. :)

    OdpowiedzUsuń