04.05.2012

Rozdział 24


{ Carol }

Te kilka dni z rodziną Lou były niesamowite. Od razu po przekroczeniu progu jego domu, czułam się jak u siebie. Jego mama wyściskała nas na powitanie. Bardzo pozytywna i uśmiechnięta z niej kobieta. Tego tata wyglądał na bardzo poważnego, jednak gdy stwierdził, jak bardzo różnie się od Eleanor to zaczął się uśmiechać i żartować. Jego siostry.. Jeeej. Nigdy nie widziałam takich słodkich dziewczynek. Znaczy to bliźniaczki, ale jego młodsza starsza siostra Lottie jest bardzo miła i mogę powiedzieć, że przekonała się do mnie na samym początku i  nawet mamy dobry kontakt. Jest z nią o czym porozmawiać ^^  Ale jak Lou witał się z siostrami to się normalnie popłakał. Z resztą one też, ale to było takie słodkie. Brat przyjeżdża a całe rodzeństwo się zlatuje i go przytula na powitanie. Awwwww. O oprócz jego rodziny poznałam też jego najlepszego kumpla. Jeeej. Co za dziwny ludź. Oczywiście w tym lepszym sensie. ^^ Nawet stwierdził , że gdyby Lou się mną znudził on chętnie by mnie przygarnął ( co miało znaczyć, że jestem ładna i wpadłam mu w oko), ale oboje ( z Lou ) temu zaprzeczyliśmy. Ten się tym nie przejął, ale też nie zamierzał zarywać do dziewczyny swojego najlepszego kumpla ^^ Byliśmy całą trójką na spacerze po Donacaster i muszę przyznać, że to miejsce jest tak odmienne od Londynu. Bez tego całego zgiełku, nawału domów i ludzi, niewiele hałasów, wszędzie zielono. Aż chciałoby się tam zostać na zawsze, jednak Louis stwierdził, że jeżeli chcesz coś osiągnąć niestety musisz się stąd wyrwać. Jak jeszcze raz Lou będzie jechał odwiedzić rodzinę, jadę z nim, bez względu na to czy się zgodzi czy nie. Tych kilka dni, trochę mnie zmieniło, a mianowicie mój styl ubierania się. Nie wierzyłam, że kiedyś to zrobię, ale zakładałam spódnice i sukienki, a do tego koturny.! Loui był w szoku, ale powiedział, że ja zawsze będę mu się podobać, chociaż w szortach i T-shirtach najbardziej. Awwwww. Jakiż on słodki. I jak go tu nie kochać.? XD Ale przyznam, że wszyscy byli pod wrażeniem, a ja największym. No bo przecież nie co dzień chodzę w takich babskich rzeczach. Zrobiłam masę zdjęć w Donacaster by wszystko to zapamiętać. Niestety wszystko co dobre kiedyś się kończy. Nie wiem czy byliśmy u rodziny Louis’a 2-3 dni, ale zadzwoniła Vic i kazała nam szybko wracać. Przeraziliśmy się. Chodziło o Hazzę, ale co z nim.? Vic nie chciała powiedzieć, tylko kazała wracać, więc pożegnaliśmy się z rodziną Lou i oboje w lekko przygaszonych humorach, wsiedliśmy do auta i wyjechaliśmy z Donacaster. Podczas jazdy, polepszył nam się humor i na ten czas  zapomnieliśmy o Harr’ym. Trochę pośpiewaliśmy ( co nie za dobrze mi wychodziło , ale cóż był niezły fun ), powygłupialiśmy się i znowu Lou zatrzymał się na środku ( na szczęście pustej) dogi i powiedział, że albo się uspokoję bo go za bardzo rozpraszam, albo sama wracam na piechotę do Londynu i musiałam wybrać 1 opcję, choć muszę przyznać to on sam rozpraszał się moją obecnością, bo co chwila się na mnie paczał. Po dość długiej podróży, w końcu znaleźliśmy się w Londynie. Poprosiłam Lou, żebyśmy najpierw pojechali do mnie do domu, zostawić walizkę. Zatrzymaliśmy się przed moim domem. Lou wziął moją walizkę i oboje udaliśmy się do środka. Otworzyłam drzwi i zatrzymałam. Parę metrów dalej stała moja mama i Reg. Rzuciłam się im na szyje. Lou wszedł do środka uśmiechnięty i zamknął za sobą drzwi. Po tym jakże uczuciowym powitaniu mama swój wzrok skierowała, na jak to ona ujęła „ bardzo przystojnego młodzieńca o zniewalającym uśmiechu”. Mama przytuliła Lou, mówiąc jakie to ja miałam szczęście że spotkałam kogoś takiego jak on, bo Jacky opowiedziała jej trochę o Lou i stwierdziła, że Lou różni się od David’a i to bardzo. Reg przywitał mojego chłopaka ciepłym uśmiechem i uściskiem dłoni. Oznajmiłam mamie, że tylko na chwilę wpadliśmy, gdyż bardzo się spieszymy oraz powiedziałam jej też, że do domu wrócę za pewne jutro. Więc moi opiekunowie pożegnali się z nami i opuściliśmy dom, kierując się do rezydencji chłopców. Na wejściu przywitał nas Zayn, na którego Lou rzucił się i mocno go przytulił. Ja odczekałam aż Louis puści Zayn’a po czym sama się do niego przytuliłam. Cała nasza trójka powędrowała do pokoju Loczka. Zapukałam. Zero reakcji. Lou zaczął walić w drzwi. Też zero reakcji. Nacisnęłam klamkę. O dziwo drzwi były otwarte. Weszliśmy  do środka, ale nie zastaliśmy tam nikogo. Spojrzałam na Lou. Na jego twarzy malował się smutek i niepokój, a oczy powoli zachodziły łzami. Przytuliłam go, szepcząc, że na pewno nic mu nie jest i się znajdzie. Zerknęłam z ukosa na Zayn’a, który najwyraźniej też był zdziwiony. Wszyscy zeszliśmy na dół do salonu i zasiedliśmy na kanapie. Zayn opowiedział nam co się działo, gdy nas nie było. Najbardziej zdziwiłam się tym co zrobił Hazza. Jak on mógł tak potraktować Sophię.?! No ale jednak nie był tak jakby sobą, gdy to obił, gdyż był najebany w cztery dupy i ta blond wywłoka to wykorzystała. Biedna Sophia. Strasznie mi jej żal, ale jednak teraz bardziej martwiłam się o Hazze. Co takiemu może strzelić do głowy.? Po jakiś 30 minutach na dole było już całe towarzystwo i wszyscy próbowaliśmy się dodzwonić do Hazzy. Niestety na próżno.

{ Harry }

Japierdole.! Jaki ze mnie dupek.! Jak ja mogłem zrobić coś takiego Sophi.? Odkąd wróciłem z tego pieprzonego klubu, siedzę sam w pokoju przeklinam siebie w myślach co jakiś czas waląc głową w ścianę. Cały czas próbuję  skontaktować się jakoś z Sophią, ale ona nie odbiera telefonu, nie odpisuje na smsy czy tweety. Nie dziwię jej się. Sam też bym tak postąpił, gdyby ktoś kogo kocham zdradził mnie tuż przed moją twarzą. Cały czas myślę o Sophi i dzięki temu powoli zapominam o Carol , jednakże skoro Sophia nie chce mnie znać to może warto by było spróbować z Carol.? Chociaż one są przyjaciółkami …. Z resztą ja i Lou też jesteśmy przyjaciółmi, ale ona przyciąga mnie do siebie. Japierdziele. Dlaczego ta cała miłość czy jak to się tam nazywa jest taka skomplikowana.? Dlaczego nie mogę wzdychać do jednej dziewczyn, tylko do dwóch.? Przykryłem swoją lokowatą głowę poduszką. … Wpadłem na coś, tylko musiałem się upewnić, że wszyscy śpią albo nie ma ich w domu. Wychyliłem głowę za drzwi. Usłyszałem czyjeś kroki dochodzące z dołu, które stawały się coraz głośniejsze. To był Zayn wchodzący po schodach. Szybko cofnąłem głowę i zamknąłem drzwi najciszej jak się dało. Zerknąłem na zegarek. Parę minut po północy. Po kilku minutach znowu wyjrzałem za drzwi. Tym razem nie dostrzegłem żadnych przeszkód. Na palcach wyszedłem z pokoju i zszedłem na dół. Spojrzałem jeszcze raz w stronę pokoi moich przyjaciół i wyszedłem z domu. Świeże powietrze wdarło się do moich płuc. Co za przyjemne uczucie. Spojrzałem na niebo. Całe było upstrzone świecącymi punkcikami. Potrząsnąłem głową i skierowałem się w stronę dość dobrze mi znaną. Po 30 minutach doszedłem na miejsce. Stanąłem twarzą do domu Sophi. Zawahałem się przez chwilę. Wiem , że jest dość późno, ale chciałem żeby jak najszybciej mi wybaczyła. Stanąłem przed drzwiami, jednak moja ręka zamarła w bezruchu. Podnosiłem ją jeszcze kilka razy, ale nie odważyłem się zapukać. Obszedłem dom naokoło i w jednym oknie ujrzałem światło. Był to pokój Sophi. Widziałem jej sylwetkę poruszającą się wzdłuż i wszerz pokoju. Nagle drzwi jej balkonu zaczęły się otwierać i ona wyszła na balkon. Szybko schowałem się w najbliższe krzaki, żeby mnie nie zauważyła, ale też żeby móc ją obserwować. Oparła się o barierkę i wpatrywała w jasną i świecącą tarczę księżyca. Wyglądała prześlicznie, jednak nawet z takiej odległości można było ujrzeć jej policzki po których spływały małe diamenciki zwane łzami. Spuściłem głowę w dół. Co ja najlepszego zrobiłem. Przeze mnie płacze osoba na której mi zależy. Gdy tylko Sophia wróciła do pokoju,  wyszedłem z krzaków i opuściłem posiadłość. Schowałem ręce w kieszeniach i skierowałem się w stronę parku, który choć w nocy wyglądał na niebezpieczny nie był taki. W nim mogłem ukryć moje smutki. Usiadłem na ciemnozielonej ławce i schowałem twarz w dłonie. Siedziałem na tej ławce przez całą noc. Zerknąłem na wyświetlacz mojego telefonu. Dochodziła 6. Wyłączyłem telefon, gdyż był na skraju wyczerpania i dalej siedziałem na tej ławce wpatrując się w pomarańczowe słońce, wchodzące na nieboskłon. Po jakimś czasie postanowiłem udać się na przechadzkę po Londynie. Jakoś nie bardzo chciało mi się spać, więc powolnym krokiem skierowałem się do centrum. Po jakiś 4 godzinach, zmęczyło mnie to chodzenie i usiadłem przy fontannie. Wyjąłem telefon z kieszeni i włączyłem go. O.O szok. Ze 20 nieodebranych połączeń. Głównie od Lou. Już miałem wybierać do niego numer, gdy mój telefon zaczął dzwonić. Na ekranie wyświetliło się imię, które od razu wywołało uśmiech na mojej twarzy i w jednej chwili zapomniałem o wydarzeniach sprzed tych kilki nieszczęsnych dni.
- Halo.?
- STYLES.! – krzyknęła Carol do telefonu – CO TY SOBIE DO CHOLERY WYOBRAŻASZ.?! ZNIKASZ SOBIE TAK NAGLE I MYŚLISZ, ŻE WSZYSTKO BĘDZIE DOBRZE.?!
-  Ale Caro… - chciałem jej przerwać, jednak jej głos , przerwał mi.
WIESZ JAK SIĘ O CIEBIE MARTWIŁAM.?!
- Martwiłaś się .? O mnie.? – uśmiechnąłem się lekko i zrobiło mi się tak jakoś ciepło na serduszku.
- No tak .. właściwie… - ooo zmieszała się lekko – Nie tylko ja. Lou to tu od zmysłów odchodzi. Błagam Harry wracaj do domu i to szybko.
- No dobrze, ale jak wrócę możemy sobie urządzić szczerą rozmowę bez świadków.? – zapytałem niepewnie.
- Jasne.
- No to postaram się być za jakieś 20 minut. – rozłączyłem się.
Schowałem telefon do kieszeni i udałem się w drogę powrotną do naszej rezydencji. Cieszyłem się, że będę miał okazję, pogadać z Carol i wyznać jej ile dla mnie znaczy, aczkolwiek bałem się jej reakcji. Pokręciłem głową i starałem się myśleć pozytywnie. Przyspieszyłem kroku, by jak najszybciej znaleźć się w domu.

{ Carol }

Ucieszyłam się jak Lokowaty raczył odebrać telefon i powiedział, że zaraz przyjdzie. Wróciłam do salonu, by wszystkim oznajmić co powiedział Harry. Najbardziej ucieszył się Lou, który podbiegł do mnie i mocno przytulił. Liam, Alex i Niall postanowili udać się na szybkie, jak również dość spore zakupy, bo lodówka w ich domu, prawie świeciła pustkami. Tak więc nasza pozostała piątka, czekała na powrót Styles’a . Ściskałam rękę Lou, żeby już się tak nie martwił, a on posłał mi jeden ze swoich słodkich uśmiechów. Po jakiś 15 minutach usłyszeliśmy skrzypnięcie drzwi i do salonu wparował Loczek. Louis zerwał się z kanapy i rzucił się na Hazzę. Jeszcze chwila i zaworki w jego oczach puściłyby. Z resztą Harry też miał całe zaszklone oczy. Obaj ściskali się tak jeszcze chwilę, po czym do Styles’a podleciała pozostała trójka. Ja jako ostatnia powitałam Lokersa. Zarzuciłam mu ręce na szyje i mocno go przytuliłam. Hazz przytulał mnie najdłużej ze wszystkich. Dostrzegłam podejrzane spojrzenie mojego chłopaka, ale posłałam mu szeroki uśmiech. Harry szepnął mi czy możemy już iść porozmawiać. Kiwnęłam głową i udaliśmy się do jego pokoju. Jeszcze na schodach krzyknęłam do reszty, że zaraz zejdziemy tylko pogadamy chwilkę. Weszliśmy do jego pokoju i usiedliśmy na łóżku. Położyłam rękę na jego ramieniu, żeby go trochę ośmielić.
- Carol, wiesz ja zachowałem się jak dupek wobec Sophi i nie wiem jak mam to naprawić. – spuścił głowę.
- Harry, na pewno coś wymyślimy, ale na razie daj jej trochę czasu. Musi ochłonąć.
- Ale czy ty wiesz jak ja się teraz czuję.?  - spojrzał na mnie tymi zielonymi oczkami.
- Wiem. Znaczy domyślam się, ale powinieneś bardziej pomyśleć o tym jak Sophia się czuje. Ja wiem, jak . Ty niekoniecznie.
Loczek westchnął głośno i przeczesał dłoni swoje włosy.
- Ale oprócz tego jest jeszcze jedna sprawa , która nie daje mi spokoju.
- Mi możesz powiedzieć Hazz. – uśmiechnęłam się lekko.
- Bo widzisz.. – zaczął niepewnie – Oprócz Sophi jest jeszcze jedna dziewczyna, która jest droga mojemu sercu. Nie wiem jak to możliwe, ale na obu tych dziewczynach mi zależy, tylko nie wiem na której bardziej. – spojrzał na mnie.
- Wiesz, w takiej sytuacji jeszcze nigdy się nie znalazłam, ale no jakby to powiedzieć… Skoro na razie Sophia ma na Ciebie focha, to może spróbuj coś zdziałać z tą drugą. – sama nie wierzyłam w to co mówię. – Chociaż nie pochlebiam działania na kilka frontów, to jednak nic lepszego nie wymyślę.
- Dzięki Caro. – Hazz przytulił mnie.
- Nie ma sprawy Lokowaty – uśmiechnęłam się lekko. – A i takie pytanie. Czy można wiedzieć kim jest ta Twoja druga wybranka.?.
Hazza spojrzał mi w oczy. Ujrzałam w nich radosne iskierki. Nie wiedziałam co mam zrobić. Jego usta zaczęły się niebezpiecznie zbliżać do moich. Byłam sparaliżowana. W ułamku sekundy nasze usta złączyły się. Pocałunek był delikatny, aczkolwiek długi. Nie włączałam się w to, tylko pozwalałam Hazzie muskać moje usta. Nie wiem dlaczego. Gdy się ode mnie oderwał spojrzał mi znowu prosto w oczy.
- Taka odpowiedź chyba wystarczy – Lokers uśmiechnął się słodko.
- Harry, wiesz ja szanuję Twoje uczucia, ale ja kocham Louis’a. Ty jesteś dla mnie jak brat… tylko jak brat. – wstałam z łóżka i skierowałam się w stronę drzwi. Zatrzymał mnie głos Hazzy.
- Carol proszę… daj mi szansę …
- Wybacz Harry – rzekłam i szybko wyszłam z pokoju.
Niemal zbiegłam po schodach i wyszłam z domu, trzaskając głośno drzwiami i nie zwracając uwagi na krzyczącego moje imię Lou. Po mojej twarzy mimowolnie zaczęły spływać łzy. Czułam się tak jakbym zdradziła Lou. A do tego z jego najlepszym przyjacielem. Cała zapłakana i rozmazana wróciłam do swojego domu. Udałam się na górę do mojego pokoju. Położyłam się na łóżku, przytuliłam do poduszki i znowu potok łez wypłynął z moich oczu. A obiecałam sobie, że nie będę płakać. Taaa. I to jeszcze z takiego powodu. Niedorzeczność. Ale to działało na mnie uspokajająco. Wszystkie smutki wypływały ze mnie razem z łzami. 15 minut później usłyszałam ciche pukanie. Ledwo słyszalnie powiedziałam „ Proszę ” i do mojego pokoju weszła mama razem z Reg’em. Usiedli na brzegu mojego łóżka. Spojrzałam na nich i rzuciłam się mamie w ramiona. Ona głaskała mnie po włosach, a Reg po ramieniu. Nie chciałam im mówić, co zaszło w domu One Direction. Z resztą o nic nie pytali. I dobrze. Przesiedzieli ze mną z pół godziny, po czym uznali, że dadzą mi spokój i wyszli. Właściwie to potrzebowałam tej chwili spokoju, by móc wszystko przemyśleć. Usiadłam na łóżku i oparłam głowę o ścianę. Zaczęłam się zastanawiać, jakby wyglądało moje życie gdybym była dziewczyną Loczka. Może i byłabym z nim szczęśliwa…. Może i kochałby mnie jak nikt inny.. ale nie zniosłabym tego, że moja przyjaciółka mnie nienawidzi, za to ,że jej odebrałam chłopaka.  Moje przemyślenia zniknęły tak szybko jak przyszły. Zeszłam z łóżka i podeszłam do okna, opierając się o parapet. Spojrzałam za nie.  Pogoda chyba odzwierciedlała mój nastrój. Padało jak z cebra, ale ja lubiłam taką pogodę. Gdy byłam smutna uspokajał mnie dźwięk kropli rozbijających się o jakąkolwiek powierzchnię. Natomiast jak byłam wesoła, lubiłam tańczyć, biegać lub chlapać się. Zachowywałam się wtedy jak 6-cio letnie dziecko, ale dawało mi to tyle radości. Pamiętam jak raz z Alex wybrałyśmy się na spacer w deszczu i wróciłyśmy całe ubłocone, a mama patrzyła na nas karcącym wzrokiem kręcąc głową. Ale my byłyśmy szczęśliwe i żadna kara nie psuła nam humoru. Usłyszałam ponowne pukanie do drzwi. Pomyślałam, że to znowu mama. Krzyknęłam „ Wejdź ” nie odrywając wzroku od okna.
- Carol … - moja głowa machinalnie odwróciła się w stronę drzwi. Stał w nich mokry chłopak ubrany w beżowe spodnie i bluzkę w niebiesko czerwone paski.
- Lou.. – nic więcej nie byłam w stanie wydusić z siebie. Nie sądziłam, że przyjdzie za mną. Myślałam, że pogada z Hazzą, ale jak widać Lokers nic mu nie powiedział albo nie chciał z nim gadać.
- Co się stało.? – zapytał spokojnym głosem.
Nie odpowiedziałam. Wyciągnęłam z szafy ręcznik i podałam go chłopakowi, który zaczął od wycierania swoich niesfornych włosów.  Gdy już całkiem dobrze wyglądał usiadł na łóżku, a ja naprzeciwko niego.
- Co się stało.? – powtórzył pytanie.
- Louu.. wiesz… no… nie wiem jak Ci to powiedzieć…  - spuściłam głowę.
Poczułam silne ramiona oplatające moje ciało. Wtuliłam się w tors chłopaka, który ucałował moje włosy. Moje oczy znowu zaszły łzami.
- Kochanie jak nie chcesz to nie mów. – powiedział cicho.
- Ale ja chcę żebyś to wiedział. - wzięłam głęboki oddech – Jak poszłam z Hazzą do pokoju to on zaczął mi się zwierzać. Powiedział, że dwie dziewczyny są bliskie jemu sercu. Pocałował mnie. – kilka łez spłynęło mi po policzku – Lou czułam się jakbym Cię zdradzała. Jak jakaś szmata.
- Carol nigdy tak nie mów. – Loiu spojrzał na mnie.  – Nie jesteś taka.
- Ale Lou zrozum. Ja się z nim całowałam. – rozpłakałam się na dobre.
- Spokojnie Carol. – Lou zaczął mnie uspokajać i głaskać po plecach.
Gdy już czułam się dobrze i przestałam płakać Lou odezwał się.
- Carol jeśli miałabyś być szczęśliwa z Harrym ja też byłbym szczęśliwy, bo Twoje szczęście jest moim. Nie chcę żebyś przy mnie była smutna, skoro możesz być szczęśliwa przy kimś innym. Uszanuję to jeżeli zechcesz być z Harrym. – spojrzał na mnie wyczekująco.
Jeeej. Nie spodziewałam się tego po Lou. Ja wiem do kogo należy moje serce i nie chcę go tracić.
- Lou kocham Hazzę, ale tylko jak brata. Ty jesteś moją prawdziwą i jedyną miłością. Ty jesteś chłopakiem przy którym jestem szczęśliwa i nie chcę Cię opuszczać. Nie przeżyłabym dnia bez Ciebie. – przytuliłam mocno Lou.
Poczułam coś mokrego na moim ramieniu. Zerknęłam w górę. Lou spojrzał na mnie, a po jego twarzy spływały pojedyncze łzy. Wytarłam dłonią jego policzek. On uśmiechnął się delikatnie.
- Jestem najszczęśliwszym chłopakiem na świecie – szepnął i nasze usta połączyły się w pocałunku, który wyrażał wszystkie uczucia.
- Kocham Cię Lou.
- Ja Ciebie też mała. – wtuliłam się w chłopaka.

**********
 Bardzo bardzo was przepraszam, że tak rzadko dodaje rozdziały, ale nie zawsze mogę je pisać.Wiecie rodzice nic nie wiedzą, a gapią się jak tylko coś robię na kompie ^^ Ale co do rozdziału to mi się cholernie podoba. Po 1 napisałam 3'4 tego całego wczoraj wieczorem w 2 godziny < dumna ja > a po 2 jakoś tak romantycznie nawet wyszło, wiec nie mam zbytnio uwag.I może trochę za dużo liter, ale jak jest wena nie ma co wybrzydzać :) A co wy sądzicie.? Błagam piszcie w komentach, bo naprawdę chciałabym wiedzieć jakie jest wasze zdanie. Może coś mam zmienić albo i nie. Pamiętajcie, że jak chcecie być informowani o rozdziałach albo chcecie pogadać, macie jakieś pomysły czy uwagi do bloga to serdecznie zapraszam na mojego twitter'a albo piszcie do mnie na gg: 5195014.Do następnego mordeczki. <3
Pozdro i buziaki ludu kochany <33
+ w najbliższym czasie, czyli tak do końca tygodnia, dodam listę blogów na które warto wchodzić, tak w oddzielnej notce. :)
++ Ponad 16600 wejść *______* i 48 obserwatorów *_______* dziękuje wam <3
***********


hahaha XD Ja tak mam prawie codziennie i niestety nie mogę się oprzeć, by na nich nie popaczeć <3

11 komentarzy:

  1. Awwwwww <3 Jeju nie wiem co powiedzieć XD . Naprawdę bardzo dobry rozdział :D. Jestem z Ciebie dumna :* . Oczywiście czekam na następny z niecierpliwością. Kocham Cię i twoje opowiadanie :D

    OdpowiedzUsuń
  2. AWH. Ale Louis jest kochany, no! Ją chcę takiego kumpla/chłopaka naprawdę! Bałam się, że oni się pokłócą ale Lou jest taki wyrozumiały. :') I jeszcze Hazza.... Myślałam, iż może on zacznie śpiewać pod domem Sophi, wiesz jak Romeo. :D Ale w sumie to dobrze, że pogadal z Carol, tylko czy ten pocałunek nie był tak za szybko? Ale Harry to Harry, najpierw robi potem myśli! Ogólnie jest przepięknie, po prostu świetnie wyszedł ci ten rozdział! Teraz pisz szybko nastepny bejb! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiesz, też myślałam czy by potem jej nie pocałował, ale teraz już Hazza może obmyślać plan jak odzyskać Sophię ;P a co do tego Romeo to chciałam napisać że on śpiewa ale Sophia potem na niego krzyczy i rzuca w niego wazonem XD ale się powstrzymałam <333 wbijaj na gg <3

      Usuń
  3. chce takiego kumpla miec!! ja juz myslalam ze oni sie pokłoca albo cos ale nie przewidziałam ze on tak na to zaaraguje :)
    zapraszam do mnie gdzie wczoraj dodałam 18 czesc opowiadania
    http://69-imagination.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Słodko. Dawaj następny rozdział chce wiedziec co będzie dalej ;**

    OdpowiedzUsuń
  5. KOBIETO, kocham cię ♥.♥ następne proszę ! <3 A powiesz mi co będzie dalej ? <33333333

    OdpowiedzUsuń
  6. JEJ, NIE WIEM CO POWIEDZIEĆ CAROL!
    Przechodzisz sama siebie! Te rozdziały są coraz ciekawsze, no i wreszcie wszystko się wyjaśnia! <3<3<3<3 Mimo iż wiedziałam co się stanie, to zaskoczyłaś mnie nawet opisaniem całej sytuacji... bo już ci mówiłam, że wiesz co chcesz pisać i jak i to mnie urzeka:*****
    Proszę zacznij dedykować rozdziały bo chcę poznać twoje koleżanki...
    Przy okazji pozdrawiam Jacky i Mikę :***
    Twoja Wic <3:*

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetne !
    +wbijaj do mnie http://mojjedenkierunek.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Myślałam, że Louis się wkurzy:)
    Też myślałam, że Harry zacznie śpiewać pod oknem:P
    Świetny rozdział;p
    Jestem ciekawa jak Lokowaty teraz będzie się zachowywał przy Carol
    ^^
    Czekam na kolejny i zparaszam www.best-thing-1d.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. dawaj następny błagam
    Kocham twojego bloga ;**

    OdpowiedzUsuń
  10. Oj namieszałeś Haroldzie... Jestem strasznie ciekawa co zrobi, żeby odzyskać Sophie. Louis jest naprawdę wyrozumiały. Taki przyjaciel to skarb. Jeszcze ta końcówka... jeju... Jacy oni są słodcy:) Świetnie to wszystko opisałaś, aż miło się czyta. Szczerze mówiąc wciągnęło mnie twoje opowiadanie :)

    (2op-onedirection.blogspot.com)
    (op-onedirection.blogspot.com)

    OdpowiedzUsuń